Aktualnie przeglądane: Strona główna » ImmunAid - Produkt Firmy CaliVita

sok noni

ImmunAid - Vilcacora, Koci Pazur

immunaidKoniec z infekcjami!!! Zanim sięgniesz po kolejny antybiotyk, wypróbuj bogactwo przyrody – sięgnij po ImmunAid - Naturalne źródło zdrowia! Naturalny produkt w postaci kapsułek zawierający w swym składzie Cat's claw - Vilcacora (potocznie koci pazur) i cynk. Nowoczesna nauka zidentyfikowała większość składników tej rośliny. Vilcacora zawiera różnego rodzaju alkaloidy, które są odpowiedzialne za liczne korzyści zdrowotne:

                                                                      CENNIK       ZAMÓWIENIA

Opakowanie zawiera: 180 kapsułek

Składniki aktywne/1 kapsułka:
Cat’s claw – Koci pazur
(Uncaria tomentosa) – 400 mg
Glukonian cynku – 3 mg

Sposób użycia: 1 kapsułka 3 razy dziennie pół godz. przed posiłkiem lub według zaleceń.

Zamawiaj zawsze u solidnego doradcy, który  zapewni Ci gwarancję kompleksowych informacji na temat stosowania oraz przebiegu kuracji (zobacz tutaj >>>). 


IMMUNAID - NA STRAŻY ZDROWIA

choraOsłabienie układu odpornościowego to jeden z głównych, jednak często niedocenianych stanów, które mogą doprowadzić do wielu chorób. System immunologiczny musi być gotowy do walki 24 godziny na dobę, ponieważ odgrywa zasadniczą rolę w natychmiastowej identyfikacji i niszczeniu zarazków. Dzięki szybkiej i skutecznej interwencji, często nawet nie zauważamy efektów ataku szkodliwych intruzów. Skuteczność układu obronnego zależy od szeregu czynników. Na jego pracę ma wpływ:

Optymalnym rozwiązaniem jest zdrowy styl życia. W okresie zwiększonego ryzyka infekcji, warto wspomóc organizm odpowiednim zestawem roślin leczniczych , które w naturalny sposób zwiększą zdolność organizmu do samoobrony i regeneracji. Preparatem, który w naturalny sposób wspiera pracę systemu immunologicznego jest ImmunAid.

Koci pazur
Głównym składnikiem tego preparatu jest Uncaria Tomentosa potocznie nazywana Cat's claw (koci pazur) lub z peruwiańskiego Vilcacorą - w Polsce znana jako czepota puszysta. Vilcacora, pochodzi z południowoamerykańskiej dżungli. Od ponad 2000 lat Indianie Ameryki Południowej używają w celach leczniczych korę, korzenie, liście, liany kociego pazura.

Nowoczesna nauka zidentyfikowała większość substancji czynnych tej rośliny, tak więc mechanizm działania kociego pazura został już częściowo poznany. Vilcacora zawiera różnego rodzaju alkaloidy, które są odpowiedzialne za liczne korzyści zdrowotne:

Niektóre z jego składników posiadają silne właściwości antyoksydacyjne, co z kolei tłumaczy ogólne działanie tej rośliny. Jej działanie przeciwzapalne możemy zawdzięczać tzw. fitosterolom. Badania przeprowadzone na uniwersytetach w Neapolu i Salerno potwierdzają działanie przeciwzapalne, antybakteryjne i niszczące wolne rodniki tej rośliny.

Główne składniki Vilcacory to różnego rodzaju alkaloidy, które silnie pobudzają produkcję aktywność limfocytów oraz funkcje białych krwinek, usuwających obce ciała, zarazki i zanieczyszczenia. Niektóre składniki kociego pazura wykazują właściwości moczopędne przeciwgorączkowe, inne zaś zwiększają aktywność części parasympatycznej wegetatywnej układu nerwowego, czyli pomagają się rozluźnić. Według najnowszych badań, być może pomaga też w ochronie przed wirusem SARS, wywołującym zapalenie płuc typu A. W Europie Vilcacora znalazła się w kręgu zainteresowań głównie z powodu właściwości, które chronią organizm przed rozwojem nowotworów. Okazała się również skuteczna jako uzupełnienie konwencjonalnego sposobu leczenia tych chorób.

Cynk
Drugim ważnym składnikiem produktu jest cynk, który posiada niezwykły wpływ na system immunologiczny człowieka. Zwiększa ilość i aktywność komórek, odgrywających znaczącą rolę w układzie odpornościowym organizmu. Są to przede wszystkim: komórki żerne (ich zadaniem jest wchłanianie i unieszkodliwianie zarazków oraz innych obcych ciał) oraz "komórki pamięci immunologicznej" (powstają po pierwszym spotkaniu z bakteriami i wirusami, a przy następnym spotkaniu pamiętają o nich, więc niezwłocznie uruchamiają produkcję specyficznych komórek do ich zabijania oraz produkcję przeciwciał). Tak więc cynk ma wyjątkowe działanie z punktu widzenia systemu immunologicznego, którego nie da się zastąpić żadnym innym składnikiem mineralnym. Im mniej cynku w organizmie, tym słabszy będzie system immunologiczny. Jednym z efektów niedoborów będzie podatność na zakażenia. Na podstawie wyników badań wykonanych w krajach rozwijających się, niedożywione dzieci co najmniej 50 razy, ale czasami nawet 500 razy częściej umierają na choroby wieku dziecięcego, niż te, które otrzymały wystarczającą ilość cynku.

Szczepienia ochronne nie rozwiązują tego problemu, ponieważ w wyniku silnego niedoboru cynku, system immunologiczny często nie jest już w stanie wyprodukować przeciwciał przeciw zarazkom. Ta zależność może również wyjaśniać fakt, dlaczego osoby odchudzające się bez nadzoru lekarza, znacznie łatwiej przeziębiają się - po prostu ich organizm traci cynk, a to negatywnie wpływa na działanie układu immunologicznego. Odpowiednia ilość cynku w ImmunAid wzmacnia stymulację immunologiczną kociego pazura.


Z historii Klubowiczów CALIVITA

Nie przypuszczałam, że w tak bezpieczny sposób mogę pomóc mojemu synkowi!

Kuba urodził się 15 sierpnia 2000 r. W okresie niemowlęcym przechodził kolkę jelitową i miał uporczywe problemy z zaparciami. Poza tym był dzieckiem pogodnym, nic chorował, rozwijał się bardzo dobrze, tak było do ukończenia 1,5 roku. Pewnego razu po spacerze Kuba zagorączkował. Nigdy wcześniej nic takiego nam się nie zdarzyło. Po podaniu leków przeciwgorączkowych na chwilę gorączka ustąpiła, a zaraz porem dziecko było prawie nieprzytomne. Lekarz przepisał antybiotyk, stwierdził ostre zapalenie gardła. Wydało mi się to bardzo dziwne, ponieważ oprócz gorączki, żadnych objawów choroby nic było. Jako młoda i niedoświadczona mama, bałam się zignorować zaleceń lekarza i nie do końca przekonana o jego słuszności, podałam dziecku antybiotyk. Jeszcze tej samem nocy Kubuś gorączkował ponad 40 C.

Nie wiem jak ten incydent wpłynął na dalsze zdrowie synka, nie potrafię tego realnie ocenić, jednak wiem, że od tej pory Kuba chorował na gardło średnio co dwa miesiące. Doszły do tego zaparcia, które stawały się coraz, bardziej uporczywe, dziecko przechodziło koszmary przy oddawaniu stolca np. po dwóch, trzech dniach. Równolegle Kuba zaczął się powoli wycofywać prawie ze wszystkich sfer życia – stracił zainteresowanie dziećmi , zabawkami i zabawą. Stawał się coraz hardziej nieobecny, jakby coraz mniej rozumiał. Wyraźnie zanikał jego kontakt z nami, odpychał nas, zaprzestał posługiwania się mową. Zaczął odmawiać pożywienia, w końcu jego stała się rak uboga, że bałam się o jego zdrowie. Zasypianie i budzenie się było koszmarem, sen też był bardzo niespokojny. Kiedy się zdenerwował nie potrafił się bardzo długo uspokoić. W wieku prawic 4 lat Kuba został zdiagnozowany jako dziecko z zaburzeniami autystycznymi. Miał poważną infekcję candidą.

Samodzielną walkę o Kubusia rozpoczęliśmy w lipcu 2004 r. Bezcenne okazały się dla nas produkty CF/CV, na które trafiłam przypadkowo, szukając rozpaczliwie sposobów pomocy w Internecie. Zaczęłam podawać Kubie sok z noni codziennie 2 razy po 15 ml., do tego ImmunAid, Garlic Caps with Extra Parsley i AC-Zymes. Po kilku miesiącach, przeprowadziliśmy Kubie kurację oczyszczającą preparatem ParaProteX. Zmiany zauważyłam bardzo szybko, bo już w pierwszych tygodniach. Kuba bardzo się zmieniał: zaczął reagować na imię, na proste polecenia, szybko nabywał nowych umiejętności, dobrze zasypia, a jego sen jest spokojny i zdrowy.

Najważniejsze dla nas jest jednam to, że przestał chorować. Od siedmiu miesięcy, od kiedy podajemy mu produkty CaliVita – nic dostał żadnego antybiotyku. Zaczął uczęszczać do przedszkola. Nie przypuszczałam, że w tak bezpieczny sposób można pomóc dziecku, podczas, gdy medycyna tradycyjna nie przynosiła pożądanych elektów.

Justyna Walas, Kielce


Dzięki ziołom z Amazonii  - VILCACORA - udało mu się uniknąć operacji, której bardzo się obawiał

Prostata, szyk i elegancja

Jest w doskonałej formie. Tryska dobrym humorem. Choroba należy do odległej przeszłości, nie pozostawiła żadnego śladu. - Wie pan, co jest charakterystyczne dla mężczyzny po sześćdziesiątce? - pyta z przekornym uśmiechem. Na chwilę zawiesza głos i odpowiada sam sobie: Prostata, szyk i elegancja. - Śmieje się. - Ale ja jestem wyjątkiem - wyjaśnia po chwili. - Szyk i elegancja - owszem, ale z prostatą problemów już nie mam. Z prostatą, od dłuższego czasu, wszystko w najlepszym porządku. Pan Norbert Bruski ma 70 lat. Jest komandorem porucznikiem w stanie spoczynku. Kilkadziesiąt lat przepracował w marynarce wojennej, częściowo na morzu, częściowo na lądzie w służbach zaopatrzeniowych.

Strach przed szpitalem

Choroby go nie omijały. Kilka lat temu usunięto mu guza tarczycy, a zaraz po przejściu na emeryturę wykryto gwiaździaka - nowotwór mózgu, który z sukcesem zoperowano na WAM-ie w Warszawie. Potem, w 1996 roku, pojawiły się problemy z prostatą. PSA - wskaźnik przerostu gruczołu krokowego - zaczęło niepokojąco wzrastać, przekraczając w pewnej chwili 13, podczas gdy norma dla jego wieku wynosiła około 4,1. Urolog aplikował mu najróżniejsze leki, zastrzegając jednak, że żaden z nich w zasadzie nie leczy, a jedynie zmniejsza trudności z oddawaniem moczu. - Jak tak dalej pójdzie, operacja pana nie ominie - lekarz przygotowywał go na to, co jego zdaniem w pewnej chwili musiało nieuchronnie nastąpić. On jednak się do tego nie palił. Operacji chciał za wszelką cenę uniknąć.
- Miałem dosyć zabiegów - mówi. - Po operacji guza tarczycy i gwiaździaka czułem się już naprawdę zmęczony. Z drugiej strony doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że lekarstwa, które zażywam, nie leczą, a tylko łagodzą objawy. Perspektywa kolejnego zabiegu stawała się coraz bardziej realna.
- Ta niechęć męża do następnego pobytu w szpitalu bardzo mi pomogła - wspomina Walburga Bruska, żona pana Norberta. - Ja uważałam bowiem, że przed skalpelem pierwszeństwo powinny mieć preparaty roślinne - andyjskie i amazońskie, o których słyszałam bardzo dużo dobrego.
 A było to tak: gdy pewnego razu towarzyszyła mężowi w czasie wizyty u urologa, czekając na jego wyjście z gabinetu, usłyszała jak dwie osoby opowiadały sobie o działaniu peruwiańskich preparatów roślinnych. Z rozmowy wynikało, że niektóre z tych ziół okazują się bardzo skuteczne właśnie w leczeniu przerostu gruczołu krokowego. Postanowiła, że postara się przekonać do nich męża. Z góry wiedziała jednak, że nie będzie to proste.

Jak go przekonać?

Do batalii, którą planowała stoczyć w tej sprawie, przygotowała się bardzo sumiennie. Przeczytała książki “Vilcacora leczy raka” i “Bóg nam zesłał vilcacorę”, coraz częściej zaczęła też zaglądać do miesięcznika “Vilcacora. Żyj długo”. Gdy uznała, że na temat działania preparatów z amazońskiej apteki wie już dostatecznie dużo, przypuściła decydujący atak. Powiedziała, że jej zdaniem, mąż - zamiast przygotowywać się psychicznie do kolejnej operacji - powinien spróbować leczyć się peruwiańskimi roślinami. - Są one bardzo skuteczne - zachęcała. Uważała, że na pewno mu pomogą. On jednak, najpierw, nic nie chciał na ten temat słyszeć.
- Teoretycznie wiedziałem, że cała medycyna wywodzi się właśnie z leków roślinnych, lecz gdy pomyślałem, że mam łykać jakieś zioła - najprawdopodobniej bardzo długo - od razu pomysł ten przestawał mi się podobać - wspomina pan Norbert z uśmiechem. - Ale żona była bardzo natarczywa i w końcu jej uległem. Dziś mogę powiedzieć: na szczęście!
PSA ciągle rosło, osiągając niepokojącą wielkość. Lekarz nie był tym zanadto zdziwiony, mówił, że to normalny przebieg choroby. Chciał już nawet ustalić termin operacji. Wtedy pan Norbert poprosił o jeszcze kilka miesięcy zwłoki.
- Nie było rady - opowiada. - Postanowiłem spróbować tego, co mi doradzała żona. Zadzwoniliśmy do Centrum Medycyny Andyjskiej w Londynie, którego lekarze drobiazgowo skonsultowali mój przypadek.
- Najpierw mężowi zaaplikowano skróconą kurację oczyszczającą - mówi pani Walburga, wertując dokumentację medyczną. - Następnie otrzymaliśmy vilcacorę i inne zioła. Mąż do kuracji podszedł bardzo skrupulatnie. Jak już zdecydował się na przyjmowanie tych preparatów, brał je bardzo regularnie. Wbrew temu, czego się obawiałam, wcale nie musiałam mu o tym przypominać.
Rezultaty nie kazały na siebie długo czekać. Kuracja rozpoczęła się w listopadzie 2001 roku, a już w marcu 2002 PSA zaczęło gwałtownie spadać. Jeśli pan Norbert miał jeszcze jakieś wątpliwości, teraz zostały one ostatecznie rozwiane.
- Gdy zobaczyłem, jakie mam wyniki, zaprzestałem przyjmowania leków farmakologicznych, o których i tak wiedziałem, że nie leczą - wspomina tamtą wiosnę. - Chciałem, żeby wyraźnie było widać, co mi pomaga. Nie chciałem mieć żadnych wątpliwości.
Co najciekawsze, zauważył też, iż lekkie niedowłady, jakie miewał w ręce po operacji gwiaździaka, też zaczęły ustępować. Wprost nie posiadał się z radości.

Jak trzydziestolatek...


Najpierw przyjął jedną kompletną kurację, a po trzymiesięcznej przerwie jeszcze raz ją powtórzył. Po jej zakończeniu PSA osiągnęło poziom 0,75 - wielkość, jaką mężczyźni miewają w wieku lat 30! Gdy to zobaczył, tak się ucieszył, że postanowił sobie zażartować z żony. Pani Walburga, podenerwowana, czekała na niego na przystanku autobusowym.
- Fatalnie. I tak oto upadł twój mit vilcacory... - powiedział jej grobowym głosem.
- Nawet nie zapytałam go, jakie są wyniki - wspomina żona. - Zrozumiałam, że PSA jakoś niezmiernie wzrosło. "No cóż - pomyślałam - a jednak będzie trzeba poddać się operacji..." I dopiero w domu, mąż mi powiedział, że jest wręcz... fantastycznie! Że ma PSA trzydziestolatka!

Lekarz też był zachwycony. - Świetnie udało mi się pana z tego wyprowadzić - zawyrokował, przeglądając ostatnie wyniki. Wtedy pan Norbert przyznał mu się, jakie preparaty przyjmował.
- Niewątpliwie słyszał o vilcacorze - mówi pan Norbert. - "Brać to dalej?" - zapytałem. - "Brać, brać" - lekarz odpowiedział bez chwili wahania. - Było widać, iż niejeden pacjent już mu mówił o tym, jak dobrze działa vilcacora. Wcale nie był tym zdziwiony. Roman Warszewski